Przejdź do treści
Strona główna » Czy przyszłość jest kobietą?

Czy przyszłość jest kobietą?

Korekta: Małgorzata Nowak

Źródło zdjęcia tytułowego: Freepik

Choć stulecie kobiet już za nami, to jego echa nie cichną. Posłanki, senatorki, dyrektorki, nauczycielki czy ministry – wszystkie te feminatywy na stałe zagoszczą w naszym języku. To jedne z niewielu osiągnięć wypracowanych przez wieloletnie działania kobiet. Nie możemy jednak zapominać o tym, że walka o prawa kobiet zaczęła się o wiele wcześniej niż w 1918 roku. Pierwszą odważną była Olimpia de Gouges, która już podczas rewolucji francuskiej ośmieszała rewolucjonistów i ich rzucane na wiatr hasła o wolności i równości – bo jak mówić o wszystkich, gdy tak naprawdę ma się na myśli tylko mężczyzn? Autorka nie doczekała się zmian za swojego życia, ale te zaczęły pojawiać się w 1896 roku – najpierw w Stanach Zjednoczonych, w stanie Wyoming. Odtąd było tylko z górki, bo za przykładem Wyoming prawa te wprowadziły Nowa Zelandia i Australia. W Europie przodowało Wielkie Księstwo Islandii. Przełomem w tej materii stała się jednak dopiero I wojna światowa, która na zawsze zmieniła sposób postrzegania praw wyborczych kobiet przez państwa Starego Kontynentu. Skala tego tragicznego konfliktu spowodowała, że kobiety przejęły role głównych żywicieli rodziny i dzięki temu zapłonęła samoświadomość społeczna.

Czy “ministra” zagości w naszym języku na stałe? Źródło: Andrzej Lange/PAP

Dlaczego jednak rok 1918? Dlatego, że wraz z nim nadeszła Emmeline Pankhurst, która, prąc przed siebie, doprowadziła do uchwalenia najważniejszej na tamten okres ustawy, dzięki której kobiety otrzymały prawa wyborcze. Niestety nie wszystkie, bo istniał domicyl wieku i nieruchomości, co nie zadowoliło sufrażystek. 1918 rok przypadał również na końcówkę pierwszej fali feminizmu w Polsce, dzięki której my, Polki, też mogłyśmy pochwalić się prawami wyborczymi. Największą możliwość, aby poczuć się jak kobiety zza morza, Polki miały jednak dopiero w okresie Solidarności, kiedy dochodziły do uzyskania pełnej świadomości praw obywatelskich mimo tego, że komunizm starał się wykorzystać je dla systemu, a nie ich własnego rozwoju. Warto zaznaczyć, że nasze rodaczki czerpały z dorobku emancypantek i pisarek, które wprowadzały nowy światopogląd i nie bały się mówić – możemy pochwalić się Narcyzą Żmichowską, Elizą Orzeszkową czy Marią Konopnicką.

Przed przyszłością stoi jedno pytanie – czy jesteśmy na początku, czy końcu tej batalii? Czy prawa wyborcze to jedyne, co mamy? Większość z was może domyślać się, że odpowiedź brzmi: „nie”. Europa czy USA to jedynie półmetek, jeśli nie powolny początek tego, co możemy osiągnąć jako społeczeństwo, a przede wszystkim kobiety. Oba te kontynenty nie odpowiadają za cały świat, a nie cichną przecież doniesienia z krajów Bliskiego Wschodu czy aktualnie dotkniętych wojną. Nawet w niektórych zakątkach Starego Kontynentu wciąż słychać o tym, że to, o czym mówią potęgi, jest iluzją słabszych. To walka o równe płace i brak dyskryminacji w pracy ze względu na płeć czy zaprzestanie bagatelizowania chorób w trakcie wizyt u lekarza. To koszmar 50 milionów dziewczynek na świecie, które przed ukończeniem 15 roku życia zostaną „sprzedane” swoim mężom, to tysiące kobiet umierających na skutek powikłań po źle wykonanym zabiegu aborcyjnym, to 3 miliony dziewczynek co roku narażonych na okaleczenie narządów płciowych. Nie musimy sięgać do Nepalu, Salwadoru czy Tunezji po przykłady łamania podstawowych praw kobiet, będących również prawami człowieka – jeden z niesławnych europejskich wyroków został wydany w Irlandii, która dopiero w 1992 roku zadecydowała o dopuszczeniu aborcji jedynie w przypadkach „rzeczywistego i poważnego zagrożenia życia”. Było to następstwo tragicznej sprawy zgwałconej 14-latki. Przytoczone określenia po dziś dzień mają nieostre definicje, co więcej, problem kryminalizacji aborcji i przestępstw okołoaborcyjnych występuje na całym świecie, nawet jeżeli jest ona w pewnym zakresie dozwolona. To z powodu licznych „podróży aborcyjnych” i rozkwitu podziemia aborcyjnego wiele państw zdecydowało się na tzw. kompromisy aborcyjne, które jednak nie dawały kobietom dostępu do tego prawa w takim wymiarze, jakiego od zawsze się domagano. Dopiero Francja stała się pionierką i jako pierwszy kraj umieściła w swojej konstytucji prawo do aborcji, mimo że ustawa aborcyjna funkcjonuje tam od 1974 roku.

Źródło: Zielona Ferajna

Czy przyszłość będzie kobietą? Choć to pytanie pozostaje bez odpowiedzi, to pewne jest, że walka o prawa kobiet to walka o prawa człowieka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content