Przejdź do treści
Strona główna » Wywiad z uczestnikiem strajku rolników w Bydgoszczy

Wywiad z uczestnikiem strajku rolników w Bydgoszczy

Korekta: Wojtek Przeniczka
Źródła zdjęć w tle i tekście: Prywatne archiwum autora

W piątek 9 lutego na ulicach głównych miast wojewódzkich oraz trasach szybkiego ruchu nie sposób było nie zauważyć ciągników rolniczych. Każdy uczestnik ruchu drogowego z pewnością to odczuł. Na temat interesującego nas tu strajku pod Kujawsko-Pomorskim Urzędem Wojewódzkim w Bydgoszczy media pokazują sceny, które wyrwane z kontekstu wskazują na brak kultury strajkujących. A jak było naprawdę? Zapraszam na wywiad przeprowadzony z uczestnikiem strajku (dalej jako US).

KS: Na fali ostatnich wydarzeń dużo się mówi, o przyczynach protestu rolników. Jednak czy może Pan raz jeszcze wytłumaczyć, dlaczego wyjechaliście na ulice miast?

US: Protesty rolników trwają w różnych częściach naszego kraju już od dłuższego czasu, z mniejszymi lub większymi przerwami. W ubiegłym roku rolnicy protestowali blokując przejścia graniczne z Ukrainą, jednak początek 2024 roku to wyraźna mobilizacja rolników w całym kraju. Zaczynają do nas dołączać kolejne branże, np. transportowa. 24 stycznia odbył się pierwszy ogólnopolski strajk. Miał on formę rozproszonych blokad na lokalnych drogach, przejazdu ciągników i zgromadzeń. Był to strajk ostrzegawczy, ale 9 lutego protesty przybrały intensywniejszy charakter, a w wielu miejscach stały się ciągłe. Dlaczego strajkujemy? Główne powody są dwa: szkodliwa, zielona polityka rolna Unii Europejskiej tzw. Zielony Ład, w tym pakiet Fit For 55 oraz niekontrolowany napływ towarów rolno-spożywczych z krajów spoza UE, w szczególności z Ukrainy. Przez nasz kraj miał następować tranzyt, niestety miliony ton towarów zostają w Polsce i niszczą rodzimy rynek. Nie jest to strajk skierowany w żadną partię polityczną, a w złą politykę polską i europejską. 

KS: Czy może Pan wyjaśnić, dlaczego udaliście się akurat do wojewody, a nie do marszałka województwa?

US: W naszym województwie mamy dwie stolice – Bydgoszcz i Toruń  i w tych miastach odbyły się największe protesty rolników od lat. W Bydgoszczy urzęduje wojewoda, Pan Michał Sztybel, który jest powoływany na urząd bezpośrednio przez premiera. Jest to najważniejszy organ w województwie, pełni funkcję przedstawiciela rządu i z tego powodu udaliśmy się właśnie do niego. Strajk rolników został zgłoszony przed Urzędem Wojewódzkim. Wojewoda był o nim poinformowany i protestujący oczekiwali, że się na nim pojawi.

KS: Z relacji w internecie można zobaczyć trzy kukły, które później zostały spalone. Kogo one przedstawiały?

US: Kukły przedstawiały trzy osoby: komisarza ds. rolnictwa Janusza Wojciechowskiego, przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von den Leyen oraz Fransa Timmermansa – byłego już wiceprzewodniczącego wykonawczego KE ds. Zielonego Ładu. Są to osoby, które firmowały i zachwalały praktycznie większość założeń Zielonego Ładu – programu, który uderza we wszystkie gałęzie gospodarki, a ostatecznie najmocniej uderzy po kieszeni obywateli UE oraz wpłynie na ich życie na wielu płaszczyznach (strefy czystego transportu, zakaz pojazdów spalinowych, nakaz gruntownych termomodernizacji budynków i wiele innych). Ten akcent na strajku pokazywał, że nie uderzamy w żadną partię polityczną, a w źle rządzących polityków. Komisarz Wojciechowski z PIS był od 3 lat krytykowany przez rolników za założenia, które promuje. Jednak Zielony Ład na poziomie europejskim nie zostałby wprowadzony bez poparcia europarlamentarzystów – także tych z Polski wywodzących się z KO czy Lewicy. Spalenie kukieł nie było planowane, jednak wraz z wrzuceniem kukieł do ognia – symbolicznie uczestnicy strajku pokazali, że cały Zielony Ład powinien spłonąć i zostać wycofany.

KS: Czy szturm na budynek Urzędu Wojewódzkiego był planowany, czy tu zadziałały emocje i psychologia tłumu? 

US: O szturmie nie można mówić. Owszem, kilkanaście osób próbowało wejść do budynku Urzędu Wojewódzkiego, który zasadniczo powinien być otwarty dla każdego, tym bardziej w godzinach pracy. Tak jednak nie było w naszym przypadku. Zacznijmy jednak od początku. Rolnicy pojawili się w Bydgoszczy przed godziną 10:00, szacujemy, że w liczbie ponad 1000 ciągników i około 1500 rolników. Protest był legalny, zgłoszony, a jego przebieg ustalony z policją, zostały zapewnione korytarze życia.  Był on w 100% pokojowy. Niestety do protestujących został wydelegowany wicewojewoda. Wojewoda wybrał spotkanie z wójtami, niecałe 60 km od Bydgoszczy. To zostało odebrane negatywnie i lekceważąco przez rolników, którzy domagali się spotkania z samym wojewodą. Wicewojewoda upierał się przy stanowisku, że się nie pojawi. O godzinie 13:00 protestujący zaczęli blokować torowiska – była to forma wzmocnienia strajku. Około godziny 13:30 otrzymaliśmy informację o tym, że wojewoda pojawił się w Urzędzie Wojewódzkim i tutaj trzeba wyraźnie zaznaczyć: przed eskalacją emocji na proteście, a nie w trakcie, jak oświadczył wojewoda w swoim wystąpieniu w mediach społecznościowych. Do protestujących wyszedł jednak po raz kolejny wicewojewoda, który postawił twardy warunek – 6 delegatów na spotkanie negocjacyjne. Organizatorzy chcieli, by uczestniczyli w nim przedstawiciele z każdej grupy, która przyjechała do Bydgoszczy. Podczas negocjacji jeden z uczestników protestu rzucił głośne hasło „wojewoda zaprasza wszystkich do urzędu” i w tym momencie doszło do próby wejścia kilkunastu rolników do urzędu. Nie był to jednak tłum napierający z całego placu, jak przedstawiają to rządzący. W tym momencie zastosowano w kierunku rolników gaz łzawiący, pomimo że żaden z nich nie przekroczył progu Urzędu Wojewódzkiego. Dopiero wtedy emocje strajkujących rolników sięgnęły zenitu. Rozpalono ognisko ze słomy, siana, a następnie opon. Nikt tych wydarzeń nie planował. Spowodowane były zachowaniem wojewody i wicewojewody, którzy zlekceważyli swoim postępowaniem rolników.

KS: Czy uważa Pan, że zastosowaniem przez funkcjonariuszy policji gazu pieprzowego było nadużyciem wobec Was?

US:  Tak – uważamy, że użycie gazu było nadużyciem i spowodowało tylko zaognienie sytuacji. Za drzwiami Urzędu Wojewódzkiego na rolników czekał odział policji z tarczami i pałkami. Pytamy się: po co takie środki? Gdyby na samym początku wyszedł do nas wojewoda, strajk zakończyłby się po kilku godzinach, bez żadnych incydentów. Można było wpuścić wicewojewodę i użyć tarczy, by zatrzymać te kilkanaście osób. Użyto jednak gazu, przez co wśród poszkodowanych znalazły się osoby z mediów – w tym dziennikarka Radia PIK. 

KS: Czego oczekiwaliście od wojewody? Okrzyki „do domu!” na koniec jego „wizyty” mówią same za siebie.

US: Okrzyki te były spowodowane napięciem panującym w tłumie i wydarzeniami poprzedzającymi wystąpienie wojewody. W tym miejscu warto też zaznaczyć, że wśród grupy około 1500 osób znalazły się osoby, które nie zostały tam zaproszone, nie były nawet rolnikami, a prowadzą swoje osobiste potyczki z wojewodą. Chodzi tutaj o bydgoskiego radnego PISu Bogdana Dzakanowskiego. Wiele tego typu haseł przez cały czas trwania protestu padało z ust osób, które nawet rolnikami nie są. Stanowczo odcinamy się od tego typu zachowań. Niestety tę grupę, która wtopiła się w tłum udało się zidentyfikować dopiero po zakończonym proteście.

KS: Rolnicy przyprowadzili rozrzutniki obornika i beczkowozy z gnojowicą — tak przypuszczam. Odpowiedź, w jakim celu, sama się nasuwa. Co by musiało się stać, abyście wykorzystali te „argumenty”? 

US: Na proteście pojawiły się różnego rodzaju sprzęty: ładowarki, kosiarki, ciągniki solo, ale i takie, które ciągnęły za sobą rozsiewacze, przyczepy, rozrzutniki czy beczkowozy. Dodatkowe maszyny powiększały jedynie efekt skali. Te „argumenty” nie zostałyby użyte z prostego powodu: maszyny nie były napełnione. 

KS: W internecie pojawiła się informacja, że protesty mają trwać miesiąc. Czy jest już wyznaczony kolejny termin „oblężenia” Bydgoszczy? 

US: Tak – wstępnie protesty rolników w całym kraju zostały ogłoszone na miesiąc. Determinacja rolników jest bardzo duża i obawiamy się, że nasze dwa główne postulaty nie zostaną spełnione w najbliższym czasie, więc akcje protestacyjne mogą trwać miesiącami, aż do skutku. Nie uspokoją nas obietnice kolejnych dopłat. Chcemy regulacji prawnych i rozwiązania najbardziej palących nas problemów – wycofanie Zielonego Ładu oraz powstrzymanie niekontrolowanego napływu towarów spoza granic UE. W różnych częściach kraju zaplanowane są różne akcje protestacyjne, tak jak wspomniałem na wstępie  – niektóre nieprzerwanie. Czy nastąpi oblężenie Bydgoszczy? Nie wiem. „Spotkanie z wojewodą” się już odbyło – z jakim skutkiem, każdy mógł zauważyć. Możliwych form protestu jest naprawdę dużo. Na jaką zdecydują się rolnicy z okolic Bydgoszczy, dowiedzą się Państwo  w najbliższym czasie.

Wywiad został przeprowadzony w formie pisemnej w dniach 10-11 lutego 2024 r.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content